Najnowsze badania Brookings Institution nie pozostawiają złudzeń: największe ryzyko związane z rozwojem sztucznej inteligencji nie dotyczy dziś fabryk ani zawodów fizycznych, lecz pracy biurowej i administracyjnej. W grupie najbardziej zagrożonej – osób o wysokiej ekspozycji na automatyzację i jednocześnie niskiej zdolności adaptacji – zdecydowaną większość stanowią kobiety.
Nie musi to być prognozą masowego bezrobocia, ale na pewno jest ostrzeżeniem: AI może w sposób systemowy uderzyć w segment rynku pracy, który od dekad opiera się na rutynie, stabilności i pozornej odporności na zmiany technologiczne.
Automatyzacja wraca tam, gdzie zawsze była najsilniejsza
Wnioski Brookings wpisują się w dobrze znaną logikę automatyzacji. Najszybciej zastępowane są te zadania, które da się opisać procedurą, ustandaryzować i powtarzać. Różnica polega na tym, że generatywna AI potrafi dziś robić to na poziomie, który jeszcze niedawno wymagał ludzkiego języka, intuicji i doświadczenia.
Administracja, sekretariaty, obsługa dokumentów, wsparcie biurowe – to obszary, gdzie technologia nie tylko przyspiesza pracę, ale realnie zmniejsza zapotrzebowanie na ludzi. A ponieważ są to zawody silnie sfeminizowane, skutki tej zmiany mają wyraźny wymiar płciowy.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem.
Fot. ajay_suresh – The Brookings Institution, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=149808931
Nie sama technologia jest problemem
Kluczowe ustalenie badaczy Brookings jest jednak inne: zagrożenie nie wynika wyłącznie z kontaktu z AI, lecz z ograniczonej zdolności do adaptacji.
„W najbardziej ryzykownej grupie znajdują się osoby o niskich oszczędnościach, wąskim profilu kompetencji i mniejszych możliwościach przekwalifikowania. To one najdłużej pozostają bez pracy i najczęściej wracają na rynek na gorszych warunkach.”
W tym sensie sztuczna inteligencja nie tworzy nowych nierówności, lecz może brutalnie odsłonić i pogłębić te istniejące.
AI nie wygrywa wszędzie
Ten obraz nie jest jednak kompletny. Automatyzacja – nawet bardzo zaawansowana – ma swoje granice. Zawody oparte na relacjach międzyludzkich, empatii, opiece, edukacji czy pracy z emocjami pozostają wyjątkowo odporne na pełne zastąpienie przez algorytmy. AI może wspierać nauczyciela, pielęgniarkę czy opiekuna, ale nie potrafi przejąć ich roli w całości. I co istotne, są to również sektory, w których kobiety stanowią większość. Paradoksalnie więc ta sama struktura rynku pracy, która dziś zwiększa ryzyko w biurach, może jutro okazać się źródłem względnej stabilności gdzie indziej.
Na jakie zawody warto dziś stawiać?
W świetle ustaleń Brookings najbardziej perspektywiczne okazują się te ścieżki zawodowe, które łączą kompetencje techniczne z ludzkimi, a nie próbują z nimi konkurować.
W cenie będą profesje wymagające empatii, odpowiedzialności i pracy z drugim człowiekiem: opieka zdrowotna i długoterminowa, edukacja (zwłaszcza wczesnoszkolna i specjalna), wsparcie psychologiczne, praca socjalna czy zawody związane z koordynacją i zarządzaniem relacjami.
Równolegle rośnie zapotrzebowanie na role „pomostowe” – osoby, które potrafią korzystać z AI, nadzorować jej działanie, korygować błędy i tłumaczyć technologię na język potrzeb organizacji. To nie programiści sensu stricto, lecz specjaliści od procesów, komunikacji i jakości. Właśnie tam, gdzie algorytm potrzebuje ludzkiego kontekstu, ryzyko wyparcia jest najmniejsze, a szanse na stabilną pracę – największe.
Nadzieja w decyzjach ludzi
Raport Brookings nie jest wyrokiem, lecz testem dla polityki publicznej i pracodawców. Jeśli automatyzacja pracy biurowej zostanie uzupełniona realnymi programami przekwalifikowania, inwestycją w kompetencje społeczne i wsparciem mobilności zawodowej, AI może stać się narzędziem zmiany, a nie wykluczenia.
Sztuczna inteligencja nie zdecyduje sama, kto przegra na rynku pracy. O tym zadecyduje tempo adaptacji – i gotowość kierowanych ludzką ręko firm oraz państw, by nie zostawić ludzi samych sobie.
