Nadchodzi kolejny unijny obłęd. 11 frakcji segregacji!

Unia Europejska szykuje kolejną zmianę, która może mocno namieszać w codziennym życiu każdego z nas. Zamiast kilku znanych od lat frakcji odpadów, Bruksela proponuje… aż 11 różnych pojemników na śmieci — każdy w innym kolorze i z innym przeznaczeniem.

Pomysł ma wejść jako część nowego rozporządzenia w ramach Packaging and Packaging Waste Regulation (PPWR) i zastąpić dotychczasowe, krajowe systemy segregacji jednym wspólnym dla całej Wspólnoty. 

Cel? Porządek i efektywny recykling

Unia argumentuje, że obecne rozwiązania są zbyt zróżnicowane: w jednym kraju szkło idzie do zielonego kosza, w innym – do białego, gdzie indziej do brązowego. Taka mnogość zasad i kolorów powoduje, że ludzie często myślą, że segregują poprawnie – a tak naprawdę robią to źle. Nowe przepisy mają to wyeliminować i sprawić, że system będzie jednolity dla wszystkich 27 państw członkowskich. 

Co więcej, plan przewiduje także obowiązkowe etykiety na opakowaniach — ten sam kolor na produkcie i na koszu ma jednoznacznie wskazywać, gdzie należy wyrzucić dany odpad.

11 frakcji – co do czego?

Oto proponowany podział:

Taki zestaw kolorów i przyporządkowań pojawia się w projekcie systemu proponowanym przez ekspertów KE.

Co to oznacza dla nas?

W praktyce może się to oznaczać, że już za kilka lat w każdym polskim mieście i pod każdym domem zamiast 4-5 koszy zobaczymy ich nawet 11 — z wyraźnymi kolorami i symbolem materiału. 

Samo unijne prawo ma zacząć działać etapami — szczegółowe zasady zostaną dopracowane przed pełnym wejściem rozporządzenia w życie.

Unijna biegunka pomysłów

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w całej tej układance zabrakło jednego, dwunastego pojemnika — na pomysły urzędników. Najlepiej w kolorze tęczowo-opalizującym, żeby pasował do wszystkiego i niczego jednocześnie.

Bo o ile ochrona środowiska jest sprawą poważną, o tyle projektowanie życia codziennego w tak drobiazgowy sposób zaczyna przypominać instrukcję obsługi do myślenia.

Wyobraźmy sobie moment, kiedy wszystkie te 11 koszy stanie przed naszymi domami. Rzędem. Dumnie. Jak miniaturowy oddział wojska gotowy do boju o czystość planety. A potem… przyjdzie pierwszy jesienny wiatr. I cała ta tęczowa armia zacznie odlatywać po okolicy niczym plastikowe bociany.

Może właśnie wtedy ktoś wreszcie zauważy, że problemem nie jest to, że mamy za mało koszy, tylko że produkujemy za dużo śmieci. Albo to, że ich przetwarzanie jest dużo mniej ekonomicznie opłacalne niż produkowanie nowych. Ale to już temat na kolejną „unijną rewolucję” — najlepiej w 27 tomach, każdy w innym kolorze.

Exit mobile version