Brytyjska wieś – przez dekady symbol lokalnej wspólnoty, ciągłości kulturowej i pubu jako centrum życia społecznego – ma zostać „przeprojektowana”. Rząd w Londynie ostrzega, że bez głębokich zmian stanie się ona „nieistotna dla nowoczesnego, wielokulturowego społeczeństwa”. Problemem mają być m.in. puby, w których część muzułmanów czuje się „niemile widziana”, bo kojarzą się z „białą, angielską kulturą”. To nie jest już debata o integracji, lecz o narzucaniu nowego modelu życia lokalnym społecznościom. Polska wieś, to zresztą już od dawna także „niewygodny problem postępu”.
Brytyjski plan zmiany zachowań na wsi
Raporty cytowane przez brytyjski rząd wskazują, że wieś jest zdominowana przez białą klasę średnią, a mniejszości etniczne i religijne czują się tam wykluczone. Odpowiedzią ma być rządowa strategia „różnorodności”, zakładająca zmianę praktyk i obyczajów w wiejskich społecznościach.
Lewicowe elity wprost alarmują: bez takich działań brytyjska wieś stanie się nieistotna dla nowoczesnego, wielokulturowego społeczeństwa.
Symbolem rzekomej słuszności tej narracji stały się puby. Według raportu muzułmanie pochodzący m.in. z Pakistanu i Bangladeszu mają czuć się w nich „niemile widziani”, bo pub postrzegany jest jako element „białej, angielskiej kultury”. W praktyce oznacza to oczekiwanie, że to lokalna większość zmieni swoje zwyczaje – nie przyjezdni.
Wielokulturowość – pełny rachunek strat i korzyści, którego nikt nie robi
Wielokulturowość często jest przedstawiana przez lewicę (w tym niektórych ekonomistów i demografów) niemal wyłącznie jako źródło korzyści. Tymczasem to także poważne koszty społeczne i obniżenie poczucia bezpieczeństwa, z którymi Europa mierzy się od lat. Cała Europa Zachodnia zna ten rachunek aż za dobrze.
Najgłośniejsze sprawy, często zamiatane pod dywan lub relatywizowane, pokazują ciemną stronę polityki „bez granic”. Mieliśmy skandale gangów przestępczych w Wielkiej Brytanii, w których ofiarami były dzieci, a przez lata władze bały się reagować w obawie przed oskarżeniami o „brak wrażliwości kulturowej”. Motywowane religijnie i kulturowo zamachy terrorystyczne w Berlinie, Paryżu i na redakcję Charlie Hebdo – to wydarzenia, które na trwałe zmieniły poczucie bezpieczeństwa w Europie.
Wreszcie brutalne przestępstwa popełniane przez nielegalnych migrantów, jak zabójstwo młodej barmanki wracającej z pracy w Toruniu – tragedie, po których pozostają marsze milczenia i pytanie: „czy dało się temu zapobiec?”. Tak, temu konkretnemu przypadkowi zapobiec by się dało, gdyby tylko Polska szanowała swoje terytorium i przyznane młodemu Wenezuelczykowi prawo czasowego pobytu, które wygasło kilka miesięcy przed dokonaną przez niego zbrodnią.
To wszystko, to nie są „incydenty bez znaczenia”, lecz głośne syreny alarmowe, że polityka migracyjna i ideologia multikulturalizmu mają bardzo konkretne konsekwencje.
Bilans zysków i strat społecznych, strachu, zniechęcenia, ale i radykalizacji społeczeństw wyłania się już wszędzie. Po tragicznych wydarzeniach zostają marsze milczenia, rysunki kolorową kredą na trotuarze i pytanie, czy ideologiczne założenia nie przesłoniły elementarnego obowiązku państwa: ochrony jego obywateli. Państwo jednak odpowiada. Próbą cenzury głosów jego zaniepokojonych obywateli.
Jak lubuski aktyw partyjny wyjaśniał mieszkańcom migrantów z Niemiec
Już na wstępie relacji czytamy, że Polacy są okłamywani, a politycy rządzący województwem chcą przedstawić swoje stanowisko, „żeby do mieszkańców...
Czytaj dalejDetailsHiszpania i logika „podmiany populacji”
To jednak nie koniec opadających masek. Coraz dalej w zaspokajaniu multikulturowych popędów idą także inne państwa. Wybitnie lewicowy rząd Hiszpanii zalegalizował niedawno pobyt setek tysięcy nielegalnych migrantów i zapowiedział szybkie nadanie im obywatelstwa. Krytycy mówią wprost o politycznej podmianie populacji, która ma przynieść doraźne korzyści wyborcze. Zresztą twierdzą tak nie bez podstaw.
Niedawno wypowiedziała się na ten temat całkiem otwarcie europoseł Irene Montero z hiszpańskiej partii Podemos, która nawołuje wprost do „podmiany populacji imigrantami”. To samo postuluje Pablo Iglesias (mieliśmy już jednego Pablo…), założyciel tego ugrupowania i do niedawna wicepremier:
„Ponad pół miliona osób może przejść od statusu nielegalnych do statusu obywateli z prawami obywatelskimi i socjalnymi. Prawica pieni się z wściekłości. Niektórzy nawet mówią, że ci zalegalizowani migranci będą mogli głosować i sprawić, że prawica przegra wybory. Oby!”
Europejskie lewactwo chce nam zgotować piekło na ziemi❗ Wmawiają ludziom, że prawica stworzyła „teorię spiskową WIELKIEJ PODMIANY SPOŁECZNEJ”, po czym sami dosłownie przyznają, że trzeba zalać Europę migrantami, dać im prawo do głosowania i w ten sposób trzymać władzę!
Ostatnia… pic.twitter.com/eAPZzqd5qs
— Ewa Zajączkowska-Hernik (@EwaZajaczkowska) February 3, 2026
Polska wieś – niewygodny problem „postępu”
W Polsce spór przybiera inną, ale równie znaczącą formę. Wieś coraz częściej staje się obiektem otwartej wrogości środowisk „postępowych”, szczególnie po wyborach. Publiczne wypowiedzi i komentarze pokazują, że dla części elit miejsko-liberalnych wieś to problem polityczny – bo głosuje „źle”.
Tymczasem polska wieś pozostaje ostoją konserwatyzmu, przywiązania do wiary, tradycji i polskości. Jak dowodzą badania CBOS-u, znacznie silniej niż w dużych miastach pielęgnuje się tam wspólnotę, ciągłość kulturową i etos pracy. Warunki życia są często trudniejsze, a droga do stabilności ekonomicznej wymaga realnego wysiłku, nie deklaracji ideowych. To właśnie dlatego wieś tak często odrzuca eksperymenty społeczne narzucane z góry – i dlatego staje się celem pogardy oraz prób „reedukacji”.
Sławomir Sierakowski chciałby…
Do tego dochodzą głosy wzywające do masowej migracji także nad Wisłą. Lewicowy ideolog Sławomir Sierakowski, przez Marcina Palade nazwany „guru socjologii walczącej”, wprost mówi o oczekiwaniu na napływ nowych wyborców–migrantów, którzy mieliby zmienić krajobraz kulturowy i polityczny kraju, przedstawiając to jako projekt korzystny. Jak powiedział w jednym z podcastów:
„ Nie mogę się tego doczekać, czekam już na to lata, aż przypłynie tu grupa wyborców, no choć po prostu innych chociażby, i też krajobraz. Kultura, innowacyjność, no właściwie wszystkie możliwe oblicza tego kraju zmienią się na pozytywne. Bo przecież przestępczość to generują Polacy na Polakach, czy Polacy na Polkach, jeszcze częściej niż jacykolwiek właściwie cudzoziemcy. Więc ja mogę otwarcie całkowicie powiedzieć, że jak najwięcej migracji w Polsce, to jest najbezpieczniejszy projekt gospodarczo-społeczny w każdym innym sensie”
Obejrzyjcie. Sławomir Sierakowski – guru socjologii walczącej. pic.twitter.com/Xlz8BZ2DLb
— Marcin Palade Statystycznie (@MarcinPalade) February 3, 2026
Niezależnie od ocen argumentów pozostaje pytanie kluczowe: czy społeczeństwa Europy – w tym Polska – mają jeszcze prawo wyboru zasad, według których chcą żyć? Czy naturalne mechanizmy obrony tożsamości, kultury i bezpieczeństwa mają zostać zastąpione dyktatem różnorodności i lewicową wizją świata jako jedyną możliwą drogą?
Czy przyszłość ma oznaczać wyłącznie marsze milczenia po kolejnych tragediach, czy też – korzystając z demokratycznych narzędzi – społeczeństwa mają prawo wybrać inną drogę niż ta wyznaczana przez ideologów multikulturalizmu?
