Radio Zachód w likwidacji jest dziś najbardziej przechylonym politycznie radiem publicznym w Polsce! Dane Departamentu Mediów Publicznych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nie pozostawiają wątpliwości.
W 2025 roku aż 75 proc. czasu antenowego poświęconego partiom politycznym przypadło ugrupowaniom rządzącym, a jedynie 25 proc. – opozycji. To najgorszy wynik wśród publicznych nadawców radiowych i drugi – po Telewizji Polskiej, w tym TVP INFO – w całym sektorze mediów publicznych.
Likwidator Radia Zachód, Michał Iwanowski, może więc mówić o sukcesie. Oczywiście – nie pluralizmu, lecz skuteczności w realizacji dokładnie odwrotnego celu.
Miało być „inaczej”
Po „ciemnych czasach PiS” i – jak zapewniano – „walce o demokrację”, Radio Zachód miało stać się wzorem równowagi, pluralizmu i dziennikarskiej autonomii. Tak przynajmniej zapowiadał sam Michał Iwanowski tuż po objęciu funkcji likwidatora.
„Pierwszy cel to przywrócenie równowagi, pluralizmu i obiektywizmu w informacjach przekazywanych na antenie Radia Zachód. Drugi to większa autonomia dziennikarzy”
– deklarował na łamach zielonogórskiej „Wyborczej”.
Dwa lata później statystyki KRRiT są najlepszym komentarzem do tych zapowiedzi.
Równowagi nie ma. Pluralizmu nie ma. Autonomii dziennikarskiej – co potwierdzają prywatnie sami pracownicy – także nie.
Kontrola, która nigdy się nie skończyła
Słuchaczy mamiono również zapowiadaną kontrolą poselską. Ta rozpoczęła się jeszcze w listopadzie 2023 roku, za prezesury Piotra Bednarka, z udziałem polityków jednoznacznie wrogich wówczas Radiu Zachód i jego dziennikarzom. Kontrola nigdy się nie zakończyła, raportu nie ma do dziś. Były za to publiczne insynuacje, personalne oskarżenia i medialna nagonka. Bez dowodów. Bez konsekwencji. Bez odwagi, by się z nich wycofać.
Propaganda bardziej, ale za to „w lepszym stylu”
Zmiana kierownictwa była przedstawiana jako konieczność, bo – jak mówiono – wcześniejsza propaganda była „nie do przyjęcia”.
Jak oceniał w styczniu przed dwoma laty Artur Łukasiewicz (obecnie redaktor naczelny samorządowego „CZASU Zielonej Góry”) zmiana poprzedniego szefa radia na Iwanowskiego była niezbędna, bo styl prowadzonej propagandy, był „nie do przyjęcia”:
„Radio z centralą w Zielonej Górze zaczęto za jego kadencji porównywać do TVP Info. Ze względu na styl prowadzonej propagandy, o której wprost zaczęli mówić dziennikarze rozgłośni.”
Dziś widać jasno: problemem nie była propaganda jako taka, lecz jej kierunek i estetyka. Propaganda zatem nasiliła się. Zmieniono jedynie fasadę, język i listę nazwisk w tabeli honoracyjnej.
Do opublikowanych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji danych odniósł się także Piotr Bednarek, były prezes Radia Zachód. Na swoim profilu na Facebooku napisał:
„Radio Zachód w likwidacji największą tubą propagandową wśród polskich rozgłośni. W informacji na stronie KRRiTV czytamy, że w 2025 roku partiom rządzącym poświęcono 75 proc. czasu antenowego. To nr 1 w Polsce. Przypomnę, że w czasach Zjednoczonej Prawicy było to 55–65 proc., a na radio sypały się gromy ówczesnej opozycji.”
Ten komentarz warto potraktować serio, choć nie bez zastrzeżeń. Matematycznie był to wynik lepszy niż obecne 75 proc. dla obozu rządzącego – różnica jest wyraźna i mierzalna. Nie zmienia to faktu, że również tamten poziom nie odzwierciedlał realnego układu sił politycznych w Polsce, ani społecznej różnorodności poglądów. Był to pluralizm, ale wciąż niepełny, reglamentowany a zwłaszcza podporządkowany logice władzy.
Obecna sytuacja pokazuje jednak coś więcej i warto się z tym wreszcie zmierzyć:
Problemem nie jest konkretna ekipa, lecz sam mechanizm funkcjonowania mediów publicznych i mediów w ogóle.
Mit pluralizmu w mediach publicznych
Pluralizm w mediach publicznych to mit. Fantasmagoria. Wiedzą o tym politycy, wiedzą o tym redaktorzy naczelni i wiedzą o tym doświadczeni dziennikarze – także ci, którzy potrafili „odnajdywać się” pod każdą władzą.
„Radio Zachód zawsze było polityczne” – usłyszałem niedawno od wieloletniego pracownika rozgłośni pamiętającego jeszcze czasy Tadeusza Krupy. Inna dziennikarka, ideowo mi skrajnie odległa, powiedziała krótko: „Mediów publicznych już nie ma”. Trudno się zgodzić z tym, że „już”. Trudno też nie ucieszyć z tego, że mimo pewnych różnic, potrafimy ze sobą szczerze rozmawiać.
Nota dla niedowiarków, co do prawdziwości tych wypowiedzi: gdybym miał coś zmyślić, zmyśliłbym coś dosadniejszego. Mam wyobraźnię. Wolę prawdę.
Dlaczego pluralizm nam „nie wychodzi”?
Po pierwsze: media publiczne nigdy nie zostały uwolnione od politycznej kurateli, ciągnącej się jeszcze od czasów Radiokomitetu. I politycy nie zamierzają z niej rezygnować. Dziennikarze – co widzę i w Zielonej Górze, ale i Warszawie – nie zamierzają się temu przeciwstawić.
Po drugie: nie buduje się różnorodnych zespołów, które są i zaczynem i gwarantem jakiegokolwiek pluralizmu. Ostatnio dokonano czystek światopoglądowych, co miało już miejsce nie raz i za różnych ekip. Tym razem wyrugowano ludzi o poglądach prawicowych, chrześcijańskich, narodowych czy po prostu realistycznych wobec UE i Niemiec. Usunięto ich, zastraszono, obsobaczono. Teraz dodatkowo sama likwidacja stała się narzędziem dyscyplinującym wobec reszty redakcji, która dostała jasny sygnał: linia jest jedna, wychylanie się będzie karane. I każdy ten przekaz zrozumiał.
Na koniec
O mediach publicznych mówiłem podczas jednej z konferencji. Jako warunek odbudowy przez nie zaufania po „likwidacji” postawiłem odzyskanie przez nie niezależności od świata polityki. Usłyszałem potem na ucho, że było to „najlepsze wystąpienie”. I nic z tego nie wynikło. Bo – jak powiedział mi także na ucho jeden z ważnych uczestników – „niezależności mediów od polityki zbudować się w Polsce nie da”.
Być może. Ale czym byłaby wiara, gdyby polegała wyłącznie na oczekiwaniu rzeczy możliwych?
Zatem póki co, Michał Iwanowski udaje, że likwiduje radio, tak jak bez skutku realizuje swoje zapowiedzi dotyczące budowy pluralizmu. Likwidacja trwa, bo „trwa mać”. Ludzie przychodzą do pracy, realizują materiały. Na konta wpływają honoraria. Czyli wszystko zostało po staremu. Zmiana, jeśli jest, nie jest już jednak „dobra”, a stała się jakimś sposobem „lepsza”.
Tylko ci naiwni, albo przymuszani administracyjnie, płacą abonament.
